Jak wyjść bez szwanku z dotacji 500 plus?

Tak, tak! Całkiem poważnie: zanim pomyślimy, co dobrego może nam dać dodatkowy pieniądz, to zastanówmy się jak nie pogorszyć sobie przezeń swojej sytuacji. Mówi się, że najgorszą rzeczą jaką beneficjent programu wsparcia rodzin z dziećmi „500+” może zrobić, to bezrefleksyjne zwiększenie konsumpcji, od którego ani nie poprawi finansowe bezpieczeństwo, ani nawet, w gruncie rzeczy, standard bieżącego życia. Takie szybkie przyzwyczajenie się do dodatkowych pieniędzy, które natychmiast zyskają etykietę „nam należnych” i które ani o jotę nie przybliżą nas do realizacji celów ważnych, acz nieco odleglejszych (jak, przykładowo,  sfinansowanie późniejszej nauki dzieciom). Otóż ja uważam, że sprawę można spieprzyć jeszcze bardziej. I to mimo dobrych chęci.

Kto mi powie, jak naprawdę dobrze ogarnąć własne finanse?

– Przede wszystkim zrobić plan! – natychmiast odpowiedział Albin.
– Guzik warte te wszystkie plany, bo nigdy nie przewidzisz co się wydarzy – ripostował Baltazar.
– Ja wszystkie wydatki zapisuje i wszystko wiem na co wydaję – wtrąciła ni z tego ni z owego Cecylia.
– I co, jesteś od tego bogatsza? – z lekką ironią podśmiechiwała się  Dagna.
– A może po prostu warto ustalić sobie fundamentalne zasady, które nie zmienią się ot tak, tylko dlatego, że coś poszło inaczej niż planowałeś? – Zagadnął z siedzący do tej pory cicho Ernest.
Wszyscy na moment zamilkli.
No – rzekła Cecylia wyciągając zeszycik – to jakie są te zasady?

Obligacje skarbowe – w sam raz dla ostrożnych i … leniwych długodystansowców

Różne może być podejście do lokowania oszczędności. Sądząc po tym, ile pieniędzy Polaków leży w bankach na zwykłych lokatach, kontach oszczędnościowych lub po prostu rachunkach bieżących, wielu z nas chce mieć ten temat załatwiony po prostu bezpiecznie i bezproblemowo. Wysokość zysków to rzecz drugorzędna, choć miło byłoby przynajmniej na interesie nie tracić (po uwzględnieniu inflacji, podatku Belki i ew. innych kosztów). I tu pojawia się pytanie, czy bank to na pewno najlepsza przechowalnia pieniędzy spełniająca powyższe kryteria? Albo przynajmniej, czy nie ma jakiejś alternatywy? Jest.

Ceny zaczną wkrótce rosnąć? I po co o tym wiedzieć? (2/2)

Czas na sedno sprawy! W poprzednim wpisie było o samym zjawisku inflacji w ogóle. O jego istocie, przyczynach, konsekwencjach. Teraz przykładamy to na nasze „tu i teraz”. W Twoim portfelu!

Czy powinniśmy się szykować nadejście inflacji już od lata 2016? Według mnie wiele za tym przemawia (choć mam na myśli inflację umiarkowaną, dochodzącą stopniowo 3-4% rok do roku). Co to jednak znaczy „szykować się”? Czy mamy robić miejsce w spiżarce by zorganizować odpowiednie zapasy cukru, jak robiono to tuż przed wejściem Polski do UE? 😉

Ceny zaczną wkrótce rosnąć? I po co o tym wiedzieć? (1/2)

Czemu w ogóle tak się dzieje, że ceny nie są stałe, tylko ktoś złośliwie ciągle je podnosi (bo spadki cen dostrzegamy jakoś mniej wyraźnie)? Jakieś inflacje, deflacje – jedno wielkie oszukaństwo! No, to dziś o tym, ale po kolei 😉

Ekonomia nie jest nauką ścisłą. Możemy widzieć przesłanki wskazujące na to, że pojawi się określone zjawisko, ale jednocześnie zawsze będą istniały też argumenty za tym, że stanie się coś wręcz przeciwnego. To, który zbiór argumentów ostatecznie przeważy zawsze jest jakąś niewiadomą. Łatwo jest tylko analizować potem „wstecz” 🙂

Pomimo to uważam, że prognozy czasem bywają wartościowe. Oczywiście tylko wtedy, gdy jest spora szansa na jej trafność. Ale przede wszystkim, wtedy gdy wnioski z niej do czegoś się przydadzą (np. do podjęcia lepszej decyzji odnośnie lokowania oszczędności).

Ja podpisuje się pod taką prognozą: „Od lata 2016 szykujmy się na lekki wzrost cen. Koniec z deflacją.” A co z tego wynika dla Ciebie? Jakie decyzje warto w związku z tym podjąć?

Niezadowolony? To w sumie dobrze…

Jeśli spojrzymy na finansowy aspekt pytania „Jak Ci się powodzi?”, to wielu odpowie, że kiepsko. Być może wśród tych osób jesteś Ty. Jeśli nawet nie tak kiepsko, to pewnie mogłoby być (i powinno) znacznie lepiej. Lista winnych takiego stanu rzeczy jakich wskazałbyś w pierwszym odruchu może obejmować:  niemądre prawo, nieefektywny rząd, miernych urzędników, kryzys gospodarczy, „banksterów” i sknerowatego szefa. Irytująca jest bezsilność wobec instytucji/ludzi/zjawisk działających wysoko ponad naszymi głowami.

Podejdź do tego spokojnie. Nie musisz czuć zażenowania, że nie masz wpływu na ministra, premiera, politykę NBP, czy cenę ropy. Akurat w kwestii konkretnie Twojej sytuacji finansowej, ich wpływ jest bardzo pośredni.

Karta kredytowa – jaki zysk ma z tego bank?

Z reklam kart kredytowych wynika, że to dla Ciebie czysty zysk. Bezpłatny kredyt na okres kilku tygodni, wygodne płatności, profesjonalna obsługa, możliwość dostępu do pieniędzy w sytuacjach awaryjnych, prestiż (choć dziś z pewnością już nie tak istotny jak 15 lat temu). Wszystko nie tylko za zero złotych, ale wręcz do tego jeszcze realna gotówka lub wartościowy gadżet na zachętę.

Plusy i minusy karty kredytowej z perspektywy „statystycznego Kowalskiego” to temat wywołujący sporo emocji i mający wiele wątków – stąd podejmę go w oddzielnym wpisie. Pytanie na dziś: Co, u licha, ma z tego bank? Oczywista odpowiedź: pieniądze, bo cóż innego? Statystycznie rzecz biorąc banki na tym zarabiają. To znaczy: zarabiają (i to sporo) na mniej rozgarniętych klientach, ale … można być też klientem bardziej rozgarniętym. Jak? Musisz znać strategię banku, by dopasować do niej swoją. To też dziś poruszam. Ale po kolei.

Ja i jakieś zaległości w płatnościach? No jeszcze czego!

Typowa historia alkoholika. Zwykle picie zaczęło się od jakiegoś niewinnego piwka „od święta”. Potem zaczęły się epizody wypicia czegoś małego „bez okazji”, stopniowo zwiększała się też moc i wolumen. Łamanie kolejnych barier następowało często niepostrzeżenie i miało trwały skutek. To znaczy: „jak przeholował po raz pierwszy – łatwiej przeholował i kolejny raz”. Zasadniczy kłopot wiązał się z brakiem zauważenia postępującego uzależnienia. „Ja i problem z alkoholem? No jeszcze czego!”.

Po co o tym piszę? Alkoholizm to typowy przykład, do którego znajdziemy wiele analogii. Również w zarządzaniu swoimi pieniędzmi. To nie jest tak, że mając poukładane finanse nagle wpadniemy w wyniszczającą spiralę zadłużenia (pomijam tu losowe przypadki wybitnie niefortunnych splotów zdarzeń). Zazwyczaj jest kilka progów, które przechodzimy zanim zaprzyjaźnimy się ze wszelkiego rodzaju pożyczkami gotówkowymi, a najczęstszym głosem w słuchawce telefonu jest windykator/komornik.

Sprzedażowe manipulacje, a Twój optymizm

Czy nie jest zdumiewające, że dzieciaki częstokroć potrafią jakoś uzbierać z kieszonkowego na wymarzoną zabawkę, a nastolatkowie na wakacyjny wyjazd, czy bilet na koncert ulubionego zespołu? To z ich perspektywy duży wydatek, więc po drodze ograniczają inne, te drobniejsze i mniej istotne. A może dziwić powinien fakt, że dla wielu dorosłych uzbieranie kwoty potrzebnej na jakąś większą rzecz, wykraczającą ponad „bieżące życie” jest problemem nie do przeskoczenia (i to wcale nie z powodu dramatycznie niskich dochodów)? Dlaczego brakuje nam konsekwencji? A może do tego ktoś nam przeszkadza?

Kredyt hipoteczny. Kto tu będzie panem?

W nawiązaniu do poprzedniego wpisu o kredytach hipotecznych w złotych, którym być może zasiałem trochę niepokoju u niektórych „Złotówkowiczów”, chciałem teraz przedstawić pewną receptę, która (jeśli będzie należycie stosowana), zapewni spokój i kontrolę nad kredytem hipotecznym w złotówkach, nawet na trudne czasy. Pamiętać trzeba, że materia jest trudna, trochę jak oswojenie, czy „udobruchanie” lwa. Lew jest duży, silny i nie do końca wiemy jak się zachowa. A kredyt? Też jest duży – nierzadko to suma naszych kilkuletnich dochodów, zaś oprocentowanie zaś jest zmienne i ustalane poza naszą wolą – nie wiemy jak się zachowa.

« Starsze wpisy Nowsze wpisy »