Obligacje skarbowe – w sam raz dla ostrożnych i … leniwych długodystansowców

Różne może być podejście do lokowania oszczędności. Sądząc po tym, ile pieniędzy Polaków leży w bankach na zwykłych lokatach, kontach oszczędnościowych lub po prostu rachunkach bieżących, wielu z nas chce mieć ten temat załatwiony po prostu bezpiecznie i bezproblemowo. Wysokość zysków to rzecz drugorzędna, choć miło byłoby przynajmniej na interesie nie tracić (po uwzględnieniu inflacji, podatku Belki i ew. innych kosztów). I tu pojawia się pytanie, czy bank to na pewno najlepsza przechowalnia pieniędzy spełniająca powyższe kryteria? Albo przynajmniej, czy nie ma jakiejś alternatywy? Jest.

Nie, to nie jest tak, że zniechęcam do korzystania z oszczędnościowych usług banków.  Wspominam o nich jedynie jako o naturalnym punkcie odniesienia. Bo dziś piszę po prostu o innej formie oszczędzania, którą uważam za godną rozważenia dla „leniwych długodystansowców, którzy cenią sobie spokojną głowę”. Podkreślam: „godną rozważenia”, a nie „absolutnie rewelacyjną, którą polecam bez żadnych zastrzeżeń”;) Mówię o obligacjach skarbu państwa. Popatrzymy przez pryzmat kryteriów: bezpieczeństwa, zyskowności (z naciskiem na ochronę przed inflacją) oraz wygody .

Zanim zaczniemy, pamiętaj, że to Ty jesteś jedynym odpowiedzialnym za swoje decyzje finansowe, a wszystko co tu przeczytasz przefiltruj z użyciem własnej mądrości i w kontekście własnych potrzeb i możliwości.

Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność.

I jeszcze dla jasności: nie mam żadnego prywatnego interesu (prowizji, ani nic w tym stylu) żebyś kupował obligacje skarbowe.


 

Krótkie „Co to toto?”. Kupić obligację Skarbu Państwa, to nic innego jak udzielić oprocentowanej pożyczki Państwu Polskiemu reprezentowanemu przez ministra finansów na określonych przezeń warunkach (opiszę je poniżej). Obligacja jest poświadczeniem zawarcia takiej transakcji.

Bezpieczeństwo. Czy mogę być pewny zwrotu zainwestowanych pieniędzy wraz z umówionymi odsetkami? Pewnie, że nie! Państwo w sytuacjach wyjątkowych może się „wypiąć” na swoich wierzycieli – np. powojenna Polska nie uznała obligacji przedwojennych. Ale ważne jest, że Twoja obligacja jest taka sama jak obligacja każdego innego inwestora (np. wielkiego zagranicznego funduszu, rządu innego państwa itp.). Czyli rząd ogłaszając niewypłacalność musiałby skreślić wszystkich naraz – i raczej nie zdecyduje się na to „ot tak”, nawet w obliczu jakiegoś kryzysu finansowego. Byłoby to palenie mostów i zamykanie sobie wielu dróg finansowania na przyszłość. To o to właśnie szło w związku z tzw. „skokiem na OFE” z 2014 roku. Zastąpiono wówczas prawdziwe obligacje będące na kontach OFE na wirtualny (teoretycznie równoważny) zapis na specjalnym koncie w ZUS. Ten zapis to tak naprawdę jedynie obietnica, której wartość jedną ustawą można będzie dowolnie zmienić. To pokazuje, że o ile państwu jako tako takiemu ufać możemy bardziej lub mniej, to jednak samo państwo ma dla obligacji olbrzymi respekt.

Postawmy jako punt odniesienia bezpieczeństwo lokaty bankowej (objętej Bankowym Funduszem Gwarancyjnym, BFG). Popatrzmy na to tak: Ludzie w Polsce mają na lokatach w bankach jakieś 300 mld zł (i drugie tyle po prostu na kontach). W BFG jest… około 10 mld i co rusz po wtopach kolejnych SKOKów coś z niego wypływa. Wystarczy upadek jakiegoś jednego bankowego średniaka mającego na depozytach ze 30 mld zł, i co? A nie jest to przecież niemożliwe, w szczególności większość banków ma kapitał zagraniczny, więc zagrożenia są globalne też nas dotyczą! Co więcej, być może (a nawet zapewne) w ramach programu ratunkowego swoje zapłacą nawet klienci innych banków. Tak w ramach „ogólnonarodowej zrzutki” Niemożliwe? A pamiętasz Cypr (2013) i wprowadzony z dnia na dzień podatek od depozytów?

Chcę przez to tylko powiedzieć, że w czasach względnie spokojnych i banki i obligacje są bardzo bezpieczne. A w razie mega-kryzysu finansowego ani to, ani tamto.  Obyśmy nie musieli tego przerabiać na swojej skórze, ale osobiście lekko skłaniałbym się ku wskazaniu na wyższe bezpieczeństwo obligacji.


 

Ochrona kapitału przed inflacją. Tu musimy przejść do warunków na jakich oferowane są obligacje. Skupię się na tych 10-letnich, wszak dziś jest o długodystansowcach (jednak co ważne: nie ma konieczności „zamrażania” pieniędzy na pełne 10 lat).

– Jedna obligacja kosztuje 100 zł.

– Jeśli zdecydujemy się sprzedać obligację po okresie krótszym niż 10 lat (można to bez problemu zrobić!), to zostanie pobrana prowizja w wysokości 2 zł od każdej obligacji (chyba, że wycofujemy na tyle szybko, że odsetki będą mniejsze od 2 zł – wtedy po prostu tracimy odsetki).

– Oprocentowanie w pierwszym roku to suma marży w wysokości 2.5% i wskaźnika inflacji wg GUS liczonej za rok wstecz (czyli np. oprocentowanie obligacji emitowanej w kwietniu 2016 odniesie się do wskaźnika zmiany cen między lutym 2015 a lutym 2016), przy czym jeśli wskaźnik ten jest ujemny (jak obecnie), to zamiast niego brane jest zero.

– Oprocentowanie w dalszych latach (każdorazowo ustalane na jeden rok do przodu) jest liczone podobnie, tyle że z marżą 1.5%.

– Kapitalizacja jest roczna (przy czym w przypadku wycofania przedterminowego jest uwzględniana proporcjonalnie faktyczna liczba dni w odniesieniu do ostatniego okresu).

– Zysk z odsetek z obligacji podlega „podatkowi Belki” ;(

– Być może w kolejnych miesiącach warunki będą inne, ale dotyczyć będą one wyłącznie nowych obligacji. Patrząc na dane historyczne absolutnie jest szansa, że marże mogą być kiedyś większe (bo teraz są wyjątkowo niskie). Ale uwaga: z punktu widzenia inwestora marża to pewnego rodzaju bonus za ryzyko niewypłacalności. Mała marża oznacza w praktyce, że takie ryzyko jest oceniane przez rynek finansowy jako niewielkie. Jeśli w przyszłości nastąpi wyraźny (i/lub skokowy) wzrost marży, to może być finansowa zachęta do kupowania obligacji. Ale trzeba patrzeć na to przez pryzmat tego ryzyka. Państwo przecież samo z siebie nie chce brać pożyczek na większy procent niż brało wcześniej. Wzrost marży oznacza wzrost nieufności największych graczy rynku finansowego, więc coś może być na rzeczy. No i jeszcze (półżartem, ale jednak) punkt widzenia kupującego obligacji i jednocześnie obywatela zatroskanego o finansową kondycję państwa: mniejsze marże mniej drenują budżet kraju z płaconych odsetek 😉

Co to oznacza?

1. Nominalnie zawsze mamy zysk, lub w przypadku bardzo szybkiego zwinięcia się z obligacyjnego interesu – jesteśmy na zero. Nie ma możliwości (nie licząc niewypłacalności państwa), by dostać z powrotem za każdą obligację mniej niż zainwestowane 100 zł .

2. Realnie (czyli po uwzględnieniu inflacji) też zwykle jesteśmy do przodu, z trzema wyjątkami:

  • Wycofujemy się szybko. Wtedy uszczuplenie odsetek o dwa złote prowizji za przedwczesną sprzedaż będzie relatywnie sporym uszczerbkiem i spowoduje, że nasz faktyczny zysk nie przekroczy inflacji.
  • Inflacja jest średnio biorąc większa niż 10 % rocznie. Wówczas nominalnie zysk jest spory, ale niestety po odjęciu podatku Belki (liczonego od nominalnego zysku) może się okazać, że koniec końców nie wystarczy na pokrycie inflacji. Ten przypadek na dłuższą metę jest mało prawdopodobny (bo średnio 10% inflacji  musiałoby być w każdym roku inwestycji).
  • Inflacja w ostatnim roku oszczędzania jest znacznie większa niż w roku poprzedzającym początek inwestycji – tu na niekorzyść zadziała mechanizm obliczania oprocentowania na „rok w przód” podstawie danych za „rok w tył”.  Ryzyko, że tak się stanie faktycznie istnieje. Ale jeśli oszczędzamy długoterminowo (tj. jesteśmy też skłonni trzymać je dłużej niż 10 lat), to trzeba by jednak mieć pecha, żeby na taki moment przy wychodzeniu z inwestycji trafić. Równie dobrze możemy uzyskać podwyższony realny zysk, gdy ostatni rok oszczędzania będzie rokiem o niższej inflacji niż wcześniejsze lata. Ponadto, gdy co jakiś czas (najlepiej regularnie) dokupujemy nowych obligacji, to wszystko się „wyrównuje” i ryzyko tego typu zdarzenia jest minimalizowane.

No, dobra: jak to wychodzi w praktyce?


na marginesie, warto zajrzeć:

o inflacji w ogóle

o inflacji „tu i teraz”


 

Przykład pierwszy, bazowy. Założenia (zgodne ze stanem faktycznym na kwiecień 2016): inflacja za rok wstecz przyjęta jako 0%, potem zakładam stale 3% w skali roku (tj. ceny wzrosną o 3% już między kwietniem 2016 a kwietniem 2017).

obligacje_sym_1.1

Tabela 1: Obligacje, scenariusz bazowy – dane startowe aktualne na IV 2016.

Wnioski: dopiero po 5 latach realnie (czyli z uwzględnieniem inflacji) wychodzimy na plus. Po 10 latach jest to niespełna 6% realnego zysku. Szału nie ma, ale docelowo podstawowe kryterium ochrony przed inflacją działa. Zauważmy, że jednak jesteśmy akurat w dość niefortunnym punkcie wyjścia – na start mamy właśnie inflację przyjętą jako 0%, a spodziewamy że już w ciągu pierwszego roku ceny pójdą w górę. Gdybyśmy więc poczekali kilka-kilkanaście miesięcy do momentu kiedy GUS odnotuje już docelową inflację rzędu 3% rocznie (pisałem o tym niedawno, że można się tego wkrótce spodziewać), to nasz scenariusz mógłby wyglądać tak:

obligacje_sym_2.2

Tabela 2: Obligacje, scenariusz przy wejściu przy inflacji 3% za rok wstecz.

Ponieważ nie jest to scenariusz „na dziś”, to do tego czasu można oszczędności wrzucić w jakąś sensownie oprocentowaną „przeczekajkę” (niezłe propozycje poniżej),  a obligacje odpalić później.

Nie chcąc robić zbyt długiej dygresji o inwestycjach średnioterminowych nie opisuje ich dziś w szczegółach. Więcej o kontach oszczędnościowych i średnioterminowych lokatach niebawem. Te poniższe oceniam jako niezłe (w kontekście aktualnych ofert na rynku). Przede wszystkim: proste, bez haczyków i obligatoryjnych powiązań z innymi produktami. Jeśli któraś z tych ofert Ci odpowiada, to możesz rozpocząć transakcję klikając w odpowiedni link poniżej. To link afiliacyjny przekierowujący na stronę banku. Z Twojego punktu widzenia nie ma znaczenia, że na stronę banku wejdziesz przez taki link, a ja (w niektórych przypadkach) będę miał szansę na drobną prowizję niezbędną do dalszego rozwoju bloga.

Wszystkie poniższe oferty są do założenia przez Internet w ciągu kilku minut;)

Lokata Happy w Idea Bank – 3 miesiące, oprocentowanie 4%, dopuszczalne kwoty: 1 000 – 10 000 zł

.

Konto Godne Polecenia w BZWBK – oprocentowanie 4% aż do czerwca 2017r dla środków do 4 000 zł, zero kosztów.

 

Lokata bezkarna w BGŻ Optima – 3 miesiące, oprocentowanie 3.2%, można zerwać wcześniej bez utraty odsetek, kwoty 1 000 – 100 000 zł.

 

Wróćmy jednak do scenariusza bazowego (czyli tego z Tabeli 1) i porównajmy to z najbardziej typowym punktem odniesienia – lokatami bankowymi. Zamiast obligacji można zakładać kolejne 2-letnie lokaty (tj. zysk plus kapitał z kończącej się lokaty zasila kolejną). Piszę o lokatach dwuletnich, bo to typowe „długoterminusy” jak na banki (trzylatki to już rzadkość). Zakładam dla uproszczenia, że wycofanie przed końcem trwania którejś z lokat skutkuje brakiem odsetek  z tejże.

Na chwile obecną dość łatwo znaleźć lokaty 2-letnie o oprocentowaniu na poziomie 2.5%. Zakładam, że kiedy już wyjdziemy z deflacji, to będą oferty lokat na poziomie: inflacja (za rok poprzedzający rozpoczęcie lokaty) + 2.5%. Wyszłoby to tak:

obligacje_sym_3.3

Tabela 3: Lokaty, scenariusz bazowy – dane startowe aktualne na IV 2016.

 

Wyniki dla lokat są więc porównywalne z obligacjami i ogólnie „ciut” lepsze (szczególnie w latach parzystych). Na niekorzyść lokat działa jednak kilka czynników o których wspomnę na sam koniec.

A z obligacjami jest jeszcze jeden patent: Konto IKE obligacje. I to ma sens nie tylko w sytuacji, gdy oszczędności rezerwujemy z myślą o emeryturze. Bo gdy mają być zrealizowane w bliżej nieokreślonej przyszłości (np. na tzw „czarną godzinę”), to a nuż widelec zdarzy się, że dotrwają z Tobą aż do 60-tki. A wtedy … przy wypłacie zapominamy o podatku Belki. Podobnie, gdy w pewnym momencie przekażemy je inny typ IKE w ramach transferu.

Oczywiście w IKE obowiązują różne limity (jedno IKE na twarz, zakup nie więcej niż 121 obligacji rocznie), a za sam rachunek płaci się pewne niewielkie opłaty (na poziomie między 0.1% a 0.16% od wartości aktywów w skali roku). Symulacja na pierwsze 10 lat wygląda tak:

obligacje_sym_5.5.5

Tabela 4: Obligacje poprzez IKE, scenariusz bazowy – dane startowe aktualne na IV 2016.

 


 

Obligacje dobre dla leniuchów?

Zdecydowanie tak. Kupić można przez Internet na obligacjeskarbowe.pl. Ponieważ z założenia okres rozliczeniowy jest długi, to nie trzeba co chwilę się głowić „gdzie ulokować pieniądze?”. Do tego żadnych powiązanych produktów, które wymagałyby jakiegokolwiek zarządzania. Jedynie w sprawie IKE niestety należy się jednorazowo pofatygować do placówki PKO (i pewnie drugi raz przy ewentualnej likwidacji). Przedterminowy wykup też łatwy, przez Internet – trwa kilka dni roboczych. Na prawdę wszystko jest tu proste.

I jeszcze odnieśmy to do lokat:

  • Często dobre oferty bankowe są tylko w wybranym przedziale kwotowym – w obligacjach (poza IKE) tego typu ograniczeń nie ma (byle liczba obligacji była całkowita, tj. inwestowana kwota ma być wielokrotnością 100 zł).
  • Co gorsza, najlepsze oferty w sensie oprocentowanie to często tylko fragment produktu wiązanego (z kontem, kartą, itd., które może i jest są bezpłatne ale pod warunkiem, że się z nich korzysta aktywnie) – co oznacza fatygę i/lub koszty.
  • Ostatnia praktyka banków jest taka, że najlepsze oferty kierowane są do nowych klientów lub nowe środki, a to oznacza konieczność przenoszenia pieniędzy z banku do banku (zawsze to trochę zawracania głowy).
  • Wobec powyższego raczej trzeba założyć, że nie będzie się korzystało z lokat odnawialnych – na każdej operacji zamknięcia lokaty w jednym banku i otwarcia nowej w drugim możemy stracić parę dni podczas których pieniądze będą leżeć na nieoprocentowanym koncie. A jeśli którymś razem nie przypilnujemy tematu, to zamiast paru dni będzie to np. parę tygodni. Szkoda tego czasu.
  • Trzeba coś zrobić z „końcówkami” z odsetek – nie wiem, czy każdy bank dopuszcza lokatę na np.7234.21 zł;)
  • Ci, którzy lubią znać z góry warunki na dłuższy czas mogą czuć pewien komfort z powodu tego, że w przypadku obligacji reguły są znane na 10 lat, podczas gdy kompletnie nie wiadomo, co zaoferują banki za 4 czy 6 lat. Co więcej, jeśli ktoś akceptuje warunki obligacji i przyjmuje 10-letni horyzont swojej inwestycji, to zawsze po jakimś czasie może się przenieść na ofertę lokaty bankowej, jeśli akurat znajdzie się na tyle dobra, by z nawiązką zrekompensować opłatę za przedterminowy wykup obligacji.

Podsumowując, obligacjami skarbowymi nie wykręcisz spektakularnego zysku, to pewne. Jeśli jednak cenisz sobie bezpieczeństwo, oczekujesz stopy zwrotu gwarantującej ochronę przed inflacją i chcesz by to wszystko działo się przy minimalnym zaangażowaniu Twojego czasu i energii, to miej tą formę oszczędzania na uwadze. Jeśli to w Twoim przypadku możliwe – oszczędzaj w ramach „IKE”.

 

Pozdrawiam!


 

Kto mi powie jak ogarnąć własne finanse? Tekst o fundamentach, a forma… sam sprawdź!


i raz jeszcze, mocno powiązany wątek:

o inflacji w ogóle

o inflacji „tu i teraz”


 

5 komentarzy

  • Gieno

    Witam,

    Czy mógłby Pan objaśnić/podać wzór wg. którego obliczył Pan realną stopę zwrotu.

    Z góry dziękuję

    • Mateusz Nikodem

      Jasne:
      Powiedzmy, że na przykładzie obligacji wg scenariusza z tabeli 1.

      Bierzemy [przewidywaną] wartość obligacji po X latach, wyrażoną normalnie w złotych – po (niestety) odjęciu „podatku Belki”. Tyle z tego wyciągniemy jeśli nie inwestujemy w ramach Indywidualnych Kont Emerytalnych (IKE).

      Powiedzmy w przypadku obligacji kupionej dziś za 100 zł po 10 latach będzie to 142 zł z groszami (kolumna 4). Ale te 142 zł za 10 lat nie będzie warte tyle samo ile warte jest dzisiaj, bo w międzyczasie zmienią się ceny (może benzyna będzie po 6 zł, a butelka wody mineralnej po 3zł?). I to co nas interesuje, to ile będzie warte te 142 zł za 10 lat.

      Liczymy to tak: 100 zł które inwestujemy dziś odpowiadać będzie 100 zł x (1+10-letnia inflacja). Przy naszych założeniach co do inflacji to ponad 134 zł (kolumna 5). Czyli za 10 lat będziemy mieli w ręku 142 zł, ale punktem odniesienia będą 134 zł (grosze pomijam).
      Zatem czysty zysk to te 8 złotych za 10 lat, więc trzeba na nie patrzeć w odniesieniu do 134zł. Mamy więc wreszcie:

      8/134 = 5.95% = realna stopa zwrotu (w tej 10- letniej perspektywie). Można by tu jeszcze z tego wyliczyć:
      średnioroczną realną stopę zwrotu = (1+5.95%)^(1/10) – 1 = 0.58% rocznie (ponad inflację),

      ale tego już nie zamieszczałem w tabelkach. Oczywiście dużo lepiej to wygląda, gdy przejdziemy to tabeli 4 i patrzymy na zyski niepożarte przez „podatek Belki” tj inwestowane w ramach IKE: 12% ponad inflację w 10 lat i średnio-rocznie 1.16%.

      Pozdrawiam

  • patrycja

    czy jest jakaś minimalna ilość obligacji? czy mogę np co miesiąc kupić 1 sztukę? dziękuję i pozdrawiam

    • Mateusz Nikodem

      Można kupić jedną obligację, czyli zainwestować 100 zł. Nie ma z tym żadnego problemu, ani żadnych przeciwwskazań. Mniej się już nie da. Pozdrawiam;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *