Ogarnijże swoją kasę! Odc. 2: Od czego zależy finansowe powodzenie?

Od tego ile kasy mieliśmy na starcie? Gdzie i w jakim domu się urodziliśmy? Czy omijały nas dotąd pechowe, nieszczęśliwe wydarzenia? Też. Ale to tylko kontekst. Wyznacza skalę, jaką można sobie owe powodzenie mierzyć, świadczy o jakimś potencjale z którym coś robimy. A co z rzeczy od nas zależnych? Może powodzenie zależy od skrzętnego notowania wszystkich wydatków? Od wnikliwego ich analizowania? Od tworzenia mądrych wielowariantowych planów? Może. Ale tylko po części. Możemy to wszystko robić i jednocześnie, gdy przyjdzie co do czego, podejmować … kolejne głupie decyzje finansowe. Chyba jasne jaki będzie tego efekt.

W poprzednim odcinku cyklu „Ogarnijże…” starałem się Was przekonać do tego, że w „życiu finansowym” powinna być jakaś myśl i to myśl zgodna z życiem w ogóle – wówczas pieniądz może zostać przekuty na konkretne i bliskie nam dobro. Teraz trochę w tym podrążymy.

To jasne, że życiową wędrówkę zaczynamy w określonym punkcie, z określonymi uwarunkowaniami. To jasne, że cały czas czekają na nas wydarzenia na które nie mamy wpływu, albo wręcz dzieją się wbrew naszym intencjom. Jest to pewien obiektywny kontekst. Ale to nie jest najważniejsze. Wszyscy wiemy, że startując z tego samego punktu można podążać kompletnie innymi ścieżkami. To jak swoją ścieżkę wytyczamy wynika z naszych działań i bezpośrednio poprzedzających ich wyborów (zakładam, że pozostanie biernym też jest jakimś wyborem).

Po co o tym w blogu o pieniądzach? Bo trzeba sobie jednoznacznie powiedzieć:

Całe nasze finansowe powodzenie (na miarę swojego potencjału) w głównej mierze zależy od naszych decyzji i działań będących ich konsekwencjami.

Czyli od konkretów. Kupię – nie kupię. Kupię model taki (np. droższy), albo inny (tańszy). Podejmę taką pracę, albo jej nie podejmę. Zgodzę się na warunki transakcji, albo się będę dalej targował. Zrobię przelew, by odłożyć trochę pieniędzy później, albo tego nie zrobię. Zaciągnę kredyt, albo poukładam wszystko tak, by tego uniknąć. Zainwestuję lub nie, a jeśli tak to w co konkretnie. Wykupię takie i takie ubezpieczenie lub nie. Pożyczę albo dam komuś pieniądze, a może odmówię. Kupię to co wszyscy, albo kupię dokładnie to co mi potrzebne. Kupię tam gdzie większość, albo kupię tam gdzie jest dla mnie najkorzystniej. I tak dalej.

To są decyzje wprost przekładające się na czyny. Wyciąganie karty, portfela lub długopisu by podpisać umowę. To nie jest tylko warstwa przekonań, postanowień, ani naszego gadania w towarzystwie. To nawet nie jest etap analizowania, porównywania czy prognozowania. Ileż to razy myślimy jedno, a robimy drugie? I co ostatecznie bardziej przekłada się na skutki?

Żaby było jasne. Ani trochę nie chcę wchodzić w Twoje buty i sugerować, jakie decyzje w Twoim przypadku są bardzo mądre, a jakie niespecjalnie. Tu chcę po prostu bardzo mocno zaznaczyć, jak wiele od tychże właśnie decyzji zależy.


Narzekanie na finansowe niepowodzenie nie ma sensu.

Pewne zewnętrzne czynniki mają oczywiście wpływ na to, że jedni mają więcej, inni mają mniej. No i co z tego? Po co w ogóle się z kimś w kwestii ogólnego poziomu finansów porównywać? Takie porównywanie się jest niebezpieczne, bo może rodzić zazdrość (gdy patrzymy na tych co akurat mają więcej), albo budować poczucie wyższości i pychę (gdy patrzymy na tych, którzy nie dorobili się tego co my). Nie wiem co gorsze.

Jeśli już zaakceptujemy fakt, że rzeczy na które nie wpłyniemy są jakie są, to pozostają nam już tylko dwie możliwości: jesteśmy zadowoleni z tego co mamy więc nie narzekamy, albo nie jesteśmy zadowoleni. W tej drugiej sytuacji jedyną logiczną odpowiedzią jest to, że sami bierzemy się do pracy, żeby (raz jeszcze: na miarę obiektywnych możliwości) poprawić swoją sytuację. Proszę, skończmy z tym marudzeniem. Na szefa, co nie dał podwyżki, na szwagra co się dorobił choć nie ma wykształcenia, na banksterów, co nas systemowo oszukują, na system podatkowy, na urzędników, na sądy, na polityków i innych tam ministrów. To wszystko jest oczywiście bardzo, bardzo dalekie od ideału. Tylko co z tego? Jedyne, co jest ważne, to Twoja realna odpowiedź na ten nieidealny świat, tą nieidealną sytuację, w której się znalazłeś. Twoje decyzje, Twoje działania. Samo marudzenie Twojej sytuacji nie poprawi.


Cały ten wstęp miał na celu wykazanie, że w samym centrum finansowego ogarniania są nasze decyzje finansowe. Tylko skąd się one biorą? Co za nimi stoi? Albo kto? Przypadek? Nie, z przypadku nie dzieje się zbyt wiele. Więc jeśli za Twoimi decyzjami nie stoi mocne „Ty”, to raczej realizujesz cele innych. Zazwyczaj po prostu stajesz się dość łatwym łupem dla inżynierii sprzedażowej nie szczędzącej szerokiej gamy zasobów by dopaść Twojego portfela i realizować swoje ambicje, niekoniecznie zbieżne z Twoimi.

Niektórzy powiedzieli by tu jeszcze mocniej. Mianowicie, że chodzi o to, byś był współczesnym niewolnikiem, bezrefleksyjnie napędzającym tzw. finansjerę. Byś uwikłał się w szereg zobowiązań, które znacznie ograniczą ci przestrzeń decydowania o sobie i całkowicie stępią odwagę działania. Stąd się biorą choćby sytuacje i  rozumowanie typu: „Nie mam oszczędności, mam za to kredyty i inne raty i stałe zobowiązania. Będę potrzebował też następnych pożyczek. Nie zaryzykuję więc zmiany pracy, bo choć obecnej nie cierpię, to jest chociaż pewna i stała”. Błędne koło.

Przesadzam? Ktoś nam robi celowo takie świństwa? Jak to?

Po pierwsze: działania, które dzieją się w samej przestrzeni handlowej (sklepy, galerie, internet). Zabiegi, byś spontanicznie kupił czego w ogóle nie potrzebujesz. Czyli błyskawiczne kreowanie rzekomej potrzeby i nacisk na natychmiastowe sfinalizowanie transakcji (bo wiadomo, że gdybyś przemyślał, to byś zrezygnował). Dalej, naciąganie na droższe modele / wersje towaru, po który wybrałeś się do sklepu. I ta troska o klienta, by czasem nie przegapił tak dobrej oferty i dla własnego dobra zdecydował się od razu. A może  chodzi o to byś nie porównał z innymi ofertami?

Po drugie, atak na nasze głowy odbywa się nawet wtedy, gdy jesteśmy u siebie. Różnymi kanałami, czasem subtelnie, a czasem nachalnie docierają do nas przekazy służące do tego, by wyrobić w nas chęć posiadania. Czegoś, na co nas w ogóle nie stać. Jesteś tego warty, niektórzy też już to mają. Dołącz do nich i bądź lepszy od pozostałych. Nie masz kasy? Cóż to za problem? Któż by się tym przejmował? Kup i ciesz się już teraz. Zmartwienia, które przyjdą wraz z okrojonym budżetem uszczuplonym o kwotę rat nie są zmartwieniami sprzedawcy. Ba, dostanie jeszcze prowizję od banku:)

Po trzecie, jesteśmy łapani na chciwość. Zainwestuj, a zarobisz fortunę. Odkładaj mało, a uzbieraj dużo. Bądź sprytniejszy od zwykłych ciułaczy. Zaufaj nowatorskiej metodzie pomnażania kapitału. Nie myśl o ryzyku. I nie wysilaj się zbytnio i nie dąż do poznania produktu. Nie dziel oszczędności na kilka rodzajów ryzyka i kilka instytucji. Raz jeszcze: zaufaj. No i 19 tysięcy Polaków zaufało Amber Gold. Dalszy komentarz chyba zbyteczny.


Dochodzimy więc do tego, że na nasz stan wpływają decyzje, a oparciem naszych decyzji powinna być po prostu nasza głowa. Tak, należy używać własnej głowy. Zawsze znajdą się różni doradcy. Czasem, będą to Twoi bliscy, chcący dla Ciebie dobrze (choć nie zawsze potrafiący dobrze doradzić). Czasem rzetelni i uczciwi sprzedawcy (są tacy!). A czasem … różne inne osoby, kierujący się po prostu swoimi interesami (w jakim stopniu zbieżnymi z Twoimi?). Ważne, że niezależnie od tego kto Ci doradza i czyim interesie działa, to Ty zostajesz z konsekwencjami. Jeśli dasz się wpakować w kłopoty, to cóż za pocieszenie, że stało się to, bo podążyłeś za (nietrafioną) sugestią ukochanych rodziców, rodzonego brata czy najlepszej przyjaciółki, a nie jakiegoś anonimowego doradcy w banku? Prosta sprawa: jeśli konsekwencje decyzji dotyczą Ciebie, to odpowiedzialność też jest jest po Twojej stronie. I koniec kropka. Czyli, oczywiście możesz wysłuchać opinii kogo tylko zechcesz, ale ostatecznie to Ty musisz świadomie zdecydować.

Czasem za decyzją, która okaże się słuszna stoi mądrość, rozeznanie, odwaga, determinacja, czasem najistotniejszy jest pierwiastek szczęścia. Analogicznie w drugą stronę. Można dołożyć wszelkich starań, ale mieć pecha i nie trafić z decyzją. Życie.

Niemal zawsze jednak decyzja, którą w dłuższej perspektywie ocenimy jako słuszną musi stać w zgodzie z wartościami w które wierzymy.

W czym może tkwić problem? Tych decyzji finansowych podejmujemy bardzo wiele. Może zwyczajnie braknąć czasu, by każdą decyzję indywidualnie, głęboko przemyśleć, by rozsiąść się w fotelu i w ciszy i spokoju rozważyć wszelkie za i przeciw każdego możliwego wariantu. Tak w ogóle, to warto spędzać proporcjonalnie wiele czasu do rangi problemu decyzyjnego. Czyli jednak nieco dokładniej zastanowić się nad wyborem mieszkania niż auta, a auta niż butów:)

W tych wszystkich w miarę typowych rzeczach przydałoby się jakieś usprawnienie, jakiś chociaż pół-automatyzm. Jak jednak efektywnie wspierać decyzje? Jakie można mieć narzędzia, by w tym trudnym konsumenckim świecie sobie radzić sprawnie?

Skoro w centrum są decyzje, to stwórzmy sobie swoje własne zasady finansowe, dopasowane do naszych priorytetów. I ich przestrzegajmy. Niech będą naszą ściągawką do podejmowania decyzji dobrze wpisujących się w to jak chcemy żyć. O tym, jak te zasady tworzyć będzie więcej w odcinku 3, ale pokrótce chodzi w nich o to, że to są reguły które mają działać nawet gdy wpadnie lub wypadnie jakiś kompletnie niespodziewany pieniądz. Może to być ustalenie kolejności realizacji potrzeb, czy ustalenie ich hierarchii. Te z końca listy też jakoś zaspokajamy, ale mniejszym kosztem, z mniejszym fasonem, niż te które na liście stoją wyżej. Może to być też konkretna reguła typu limit kwotowy na spontaniczne zakupy lub limit kwotowy na jakąś kategorię zakupową. Będziemy to rozwijać.

Czemu te zasady są w jakimś sensie lepsze od planu? Cóż, w gruncie rzeczy tak na prawdę mając dobre zasady nie musimy zbyt dużo planować, wystarczy zrobić prognozę wydatków, i to ma większy sens. Jeśli co roku rodzinny budżet na kwestie związane ze zdrowiem (dentysta i inni prywatni lekarze, leki, szczepionki itd.) oscylował w okolicach 4.000 zł, to pewnie możemy prognozować taką kwotę na rok następny. Ale co, jeśli jest nadspodziewanie dobrze i w połowie grudnia widzimy, że wydaliśmy na ten cel ledwie 1.000 zł? Mamy sobie nakupić na zapas witamin za 3.000 zł, żeby wypełnić plan? A co jeśli wystąpi większy problem zdrowotny, wymagający większych nakładów, by wyjść na prostą? Trudno sądzić, że nie złamiemy wtedy planu i nie dokonamy potrzebnych płatności np kosztem kasy zarezerwowanej wstępnie na rozrywki. Ale to nic innego od ustalenia prostej i intuicyjnej zasady, że ograniczam wydatki rozrywkowe dopóki nie uporządkuję spraw zdrowotnych. A dochody? Możemy starać się wyznaczyć jakiś cel, ale gruncie rzeczy dochody też jedynie prognozujemy. I mając ustalone zasady (i się ich trzymając!) nie mamy większego problemu co zrobić z ewentualną nadwyżką (w szczególności nie rozkurzymy na głupoty), łatwiej też poradzimy sobie z niedomiarem. W kolejnych odcinkach postaramy się omówić elementy finansowego ogarnięcia. Wiemy już o tym, że w centrum są nasze decyzje, a nad wszystkim muszą być nasze życiowe priorytety. Odcinek trzeci poświęcimy głównie wspomnianym już zasadom finansowym, potem będzie jeszcze o prognozowaniu i domowej księgowości.


Podsumowując dzisiejszy wpis:

1. To Twoje decyzje finansowe mają największy wpływ na Twoje finansowe powodzenie. Rzeczy na które nie masz wpływu, to tylko kontekst, tło.

2. Kończymy z narzekaniem na sytuację finansową. Rzeczy od Ciebie niezależne po prostu trzeba przyjąć, cała reszta (a tego jest, wierz mi, większość) to pole do Twojego popisu. Bierzesz się więc do roboty, czy narzekasz sam na siebie?

3. Jeśli finansowe decyzje podejmujesz bez głębszego angażowania swojej myśli, to bądź pewny, że sprzedażowa inżynieria realizuje swoje cele, na Twój rachunek. Jak oceniasz szanse, że faktycznie ich cele, to jednocześnie Twoje cele? Czas się ogarnąć!

4. Pomyśl wstępnie jakie zasady finansowe mógłbyś wprowadzić w swoim życiu. To wcale nie musi być trudne:)

 

Pozdrawiam i  zapraszam na kolejny odcinek. O zasadach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *