Ogarnijże swoją kasę! Odc. 1: Do czego służą pieniądze?

Od dzisiaj. Taka jest odpowiedź na pytanie: „Kiedy wreszcie zabrać się za ogarnianie swojej kasy?”. Nie czekamy na Nowy Rok, narodziny dziecka, ani okrągłe urodziny. Szkoda czasu. Działajmy, ale ze spokojem. Na porządnie, zaczynając od podstaw myślenia.

Rozczaruję Cię, jeśli sądzisz, że na początek znajdziesz „7 sposobów obniżenie rachunków”, „10 przepisów na zdrowe i tanie jedzenie” czy coś w duchu „jak być sprytnym i oszczędzać korzystając z różnych promocji”. W pewnym miejscu w całym cyklu nawiążę do tych spraw (bo oczywiście jestem za optymalizacją wydatków), ale tak właściwie, to po co w ogóle mielibyśmy na czymś oszczędzać? Zapytajmy więc szerzej: „Do czego nam służą pieniądze?”

50 PLN Notes in a Heart ShapeNo właśnie, do czego? Niby proste, ale wypiszmy to.

1. Pieniądze są w zasadzie niezbędne do bieżącego, podstawowego utrzymania.

2. Są też wysoce pomocne w tym by kroczyć własną drogą. Mam tu na myśli wszystko co jest ponad „chlebem z masłem i suchym kątem do spania” i co jakoś Cię definiuje. Np. Twój rozwój osobisty, relacje z ludźmi, hobby – to wymaga przede wszystkim Twojego „chcę to robić”, ale często też wymaga jakichś pieniędzy.

3. Pieniądze bywają przydatne przy realizacji niektórych większych wyzwań / marzeń. Oczywiście przede wszystkim liczy się pomysł, determinacja i entuzjazm. No, ale niektórych marzeń bezgotówkowo nie zrealizujesz.

4. Pieniądze stanowią element bezpieczeństwa. Oczywiście bez przesady z tym, że pieniądze na koncie zabezpieczą Cię przed wszelkimi przeciwnościami losu. Tak nie jest. Na pewno żadne pieniądze nie ubezpieczą Cię od bycia nieszczęśliwym. Ale owszem, pomogą w miarę bezproblemowo rozwiązać pomniejsze kłopoty, jakie się w życiu mogą przytrafić.

5. Pieniądze mogą również przyczynić się do niesienia pomocy innym. Oczywiście sam pieniądz nie wystarczy by komuś faktycznie pomóc, bo danie 2 zł żebrakowi raczej mu nie pomoże. Ale, w istocie, pieniądz może być elementem potrzebnym w procesie stawiania na nogi kogoś, kto znalazł się w potrzebie.

6. No i pewnie są inne zastosowania, nie mieszczące się na powyższej liście. Piszę o skali pieniędzy indywidualnych, mniejszych od miliarda dolarów :), więc odpuszczam zupełnie zastosowania typu „wpływanie na rynki finansowe, wywoływanie niepokojów społecznych / wojen”.

Jak sobie tak na to popatrzymy, to możemy teraz zwrócić większą uwagę na słowo „służą” z tytułu odcinka. No właśnie. Czyż nie powinny one stanowić pomocnej jedynie roli w tego nam byśmy żyli tak jak chcemy, zgodnie z własnymi wartościami dążąc do realizacji naszych własnych marzeń? Czy one faktycznie są tak istotnym celem samym w sobie? Tu mogą być dwa błędy. Pierwszy to taki, że wpadamy w taką pułapkę, gdy poświęcamy rzeczy bardzo ważne (np. wygospodarowanie nieco czasu na życie rodzinne), by zarobić więcej i więcej, choć … wcale tych pieniędzy nie mamy tak mało. I te zarobione z ciężkim poświęceniem pieniądze wywalamy na, delikatnie mówiąc, rzeczy którym daleko do bycia niezbędnymi. Drugi jest zupełnie inny. Mamy niespełnioną absolutnie kluczową potrzebę. Na przykład własny, sensowny kąt do życia. Nie mamy na to kasy, ale nie mobilizujemy wszystkich sił, by niezbędne pieniądze zarobić. Po prostu siedzimy i narzekamy, że chcielibyśmy, ale nas nie stać. Tu i tu mamy sytuację, kiedy życie finansowe rozjeżdża się z życiowymi wartościami.

Idąc dalej, co z tego że zaoszczędzę 5 zł dzięki lepszemu pilnowaniu się z gaszeniem niepotrzebnego światła (co jak najbardziej popieram), jeśli jednocześnie wydam 10 zł na zakup kompletnie niepotrzebnego drobiazgu?

Co nam po tych wszystkich drobnych działaniach dzięki którym oszczędzamy po parę złotych, skoro nie mamy w tym wszystkim jakiegoś głębszego zamysłu? Czy zrównoważy to straty z podjęcia jakiejś grubej nieprzemyślanej decyzji, która zwykle się zdarza, gdy dryfujemy bez określonego celu?


No to OK. Patrzymy na nasze życie i nasze możliwości, ustalamy cele i dążymy do ich realizacji. Proste? To zależy, ale dla większości proste nie jest. Tzn. może i jakoś próbujemy do tych celów dążyć, ale ze skutecznością bywa kiepsko.

Co w takim razie robimy?

Pewnie powiecie, że trzeba wszystko dobrze zaplanować. Świetnie. Ale mam kolejne pytanie: Umiemy to zrobić? Żeby uściślić: przez plan finansowy rozumiem tu określenie

– ile i na co wydamy (może być w pewnym przybliżeniu)

– czym powyższe sfinansujemy (zarobki – też je trzeba oszacować, posiadane oszczędności, kredyty).

– ile i jak chcemy odłożyć na przyszłość (np. rocznie 4800 zł na emeryturę w ramach IKE i 3600 zł na auto na rachunku oszczędnościowym),

Bazą dobrego planu jest podstawowa świadomość o naszych zarobkach i wydatkach. O ile nie robimy w życiu diametralnych rewolucji, to znaczna część wydatków powtarzana jest z roku na rok. Choćby przybliżone dane o wydatkach za wcześniejsze lata będą znakomitym punktem odniesienia do oszacowanie kwoty na bieżące potrzeby. Czyli jakiś monitoring, jakaś „domowa księgowość” jest wręcz niezbędna do tego by realistycznie wyznaczyć cele, a potem kontrolować kurs.

Przedstawiłbym to na takim schemacie.

 

ogarnijze-schemat-1

 

Najpierw ustalamy cele, one są nadrzędne. Do nich dobieramy plan. Jeśli jednak nawet przy najbardziej optymistycznych założeniach planu nie „zepnie” się nam budżet, to cele też musimy zrewidować, stąd strzałki w obie strony. Potem „domowa księgowość” znów się przyda, by kontrolować czy jesteśmy na dobrej drodze do osiągnięcia celów. Rozumiem tu przynajmniej zgrubne zapisywanie wydatków wraz z przypisywaniem ich do kategorii (rachunki, bieżące życie, wyposażenie domu, ciuchy, zdrowie, turystyka/sport, itd.) oraz notowanie wszelkich dochodów i wreszcie monitorowanie „łącznego stanu kasy”. O szczegółach będzie wkrótce, wcale nie musi być skomplikowane;) To ważne, bo im lepiej kontrolujemy tym szybciej możemy reagować i dokonywać korekt w naszym działaniu, by dojść do celu.

No to powiedzmy, że udało się zrobić świetny, realistyczny plan (jak to robić? – o tym też więcej będzie w kolejnych odcinkach).

Wszystko gra?

Gra … No, przynajmniej do czasu, gdy w którymś momencie założenia planu rozjadą się z rzeczywistością:(

A to wpada jakaś ekstra kasa, a to pojawia się niespodziewany zupełnie problem, którego rozwiązanie wiąże się z wydatkiem. Czasem rezygnujemy z jakiegoś zakupu (i zostaje „wolny” pieniądz), czasem uda się coś załatwić tańszym kosztem, za to innym razem oczekiwany zastrzyk gotówki się nie pojawia. Życie.

I to jest najlepszy pretekst, żeby stwierdzić, że planowanie jest bez sensu bo i tak się nie udaje, albo że planowanie to tylko sfera marzeń, a rzeczywistość zawsze jest inna i w związku z tym nawet nie przykładamy się do realizacji planu. Albo nie tracąc dobrego samopoczucia byle czym usprawiedliwiamy że nie udało się dojść do celu, albo popadamy w marazm i frustrację, że mimo szczerych chęci znów nie wyszło. A czasem plan okazuje się tak mało ambitny w kontekście sprzyjających okoliczności, że choć go wykonamy, to gdzieś potem pojawi się poczucie niedosytu  z powodu niewykorzystanej okazji do zrobienia czegoś ponad życiową szarzyznę. Jest więc 100 powodów, by nie tego planowania nie lubić i traktować zbyt poważnie.  Ale tu jest gra o realizację naszych własnych celów. Niczyich innych, naszych własnych! Twoich własnych! To może jednak warto się nad tematem pochylić?

 

Ten schemat: cele<–>plan–>realizacja z pomocniczą rolą „domowej księgowości” nie jest zły, ale mógłby być jednak lepszy. Chodzi o nadanie pewnej warstwy odporności na nieprzewidywalną rzeczywistość. Napiszę o tym w kolejnych odcinkach: „Od czego zależy finansowe powodzenie?” i „Zasady finansowe„.

A tymczasem zastanów się sam, jak układać fundamenty myślenia o pieniądzach. Myśl. Warto. Zarządzaj pieniędzmi tak, by wpisywały się w Twoje życie, nie odwrotnie.


Podsumowując w paru punktach przekaz z tego pierwszego (nieco wstępnego i ogólnikowego) odcinka:

1. Pomyśl jakie jest miejsce pieniędzy w Twoim życiu, w Twoim systemie wartości. Czy jest takie jakie chciałbyś, by było?

2. Czy masz zdefiniowane największe priorytety Twojego życia wraz z pomysłem na ich finansowanie?

3. I wreszcie… pamiętaj, byś planując, analizując, księgując nie oderwał się od rzeczywistego życia – to ono jest najważniejsze. Wszystkie narzędzia typu „domowa księgowość” czy planowanie budżetu same w sobie nie uczynią Cię bogatszym. To tylko narzędzia wpierające.


Tyle, pozdrawiam serdecznie  i już zapraszam na kolejny odcinek –  o tym od czego zależy finansowe powodzenie

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *