Ja i jakieś zaległości w płatnościach? No jeszcze czego!

Typowa historia alkoholika. Zwykle picie zaczęło się od jakiegoś niewinnego piwka „od święta”. Potem zaczęły się epizody wypicia czegoś małego „bez okazji”, stopniowo zwiększała się też moc i wolumen. Łamanie kolejnych barier następowało często niepostrzeżenie i miało trwały skutek. To znaczy: „jak przeholował po raz pierwszy – łatwiej przeholował i kolejny raz”. Zasadniczy kłopot wiązał się z brakiem zauważenia postępującego uzależnienia. „Ja i problem z alkoholem? No jeszcze czego!”.

Po co o tym piszę? Alkoholizm to typowy przykład, do którego znajdziemy wiele analogii. Również w zarządzaniu swoimi pieniędzmi. To nie jest tak, że mając poukładane finanse nagle wpadniemy w wyniszczającą spiralę zadłużenia (pomijam tu losowe przypadki wybitnie niefortunnych splotów zdarzeń). Zazwyczaj jest kilka progów, które przechodzimy zanim zaprzyjaźnimy się ze wszelkiego rodzaju pożyczkami gotówkowymi, a najczęstszym głosem w słuchawce telefonu jest windykator/komornik.

Drunk man slumped on table after alcohol abuse

Spokojnie. Myślę, że niektóre progi możemy czasem przekraczać i, jeśli kontrolujemy sytuację, albo w porę zorientujemy się, że poszliśmy za daleko, to włos nam z głowy nie spadnie. Tak samo jak od samego wypicia kieliszka wina do niedzielnego obiadu, czy piwka przy grillu nie grozi popadnięcie w alkoholizm. O jakich barierach myślę? Po kolei:

 

1. Nie bierzemy żadnych kredytów, ale wszystko na bieżąco wydajemy. Po prostujemy żyjemy tylko i wyłącznie teraźniejszością. Nie oszczędzamy ani na konkretne nieco bardziej odległe cele, ani dla własnego bezpieczeństwa. Jeśli szybko umiemy się dostosowywać do nowej sytuacji (np. utrata części dochodów, nagła ważna potrzeba wydatkowa), to być może nic się stanie. Gorzej, gdy lubimy się przyzwyczajać do coraz wyższego standardu życia, a za żadne skarby nie chcielibyśmy osiągniętego poziomu obniżać – wtedy tarapaty mogą się pojawić.

2. Zaciąganie „taniego” kredytu na realizację ważnego celu (hipotecznego, z zakładu pracy, lub pożyczki od rodziny). Warto zwrócić uwagę, że wielu przedstawicielom starszego pokolenia nie bardzo mieści się w głowie branie jakichkolwiek kredytów, czy pożyczek. Dziś wydaje się to zupełnie normalne, a w pewnych przypadkach faktycznie jest całkiem sensowne. Niemniej, jest to zawsze pewne ryzyko (co, jeśli jednak nie dam rady spłacić?). To pierwsza wyraźna bariera.

3. Ruszanie oszczędności długoterminowych na cele bieżące. Jeśli mamy pewne pieniądze (czy to zaoszczędzone ze swoich zarobków, czy to otrzymane w drodze spadku lub darowizn – np. od rodziców, dziadków lub z prezentów z wesela) i które planowaliśmy przeznaczyć „na dom”, „na starość”, „na dzieci” lub inny duży i ważny cel, a sięgamy po nie bez obiektywnie ważnej przyczyny, to jest pewien problem. Tak, to bardzo poważna sprawa, mimo, że to nasze własne pieniądze. Uważam, że to jest nawet bardziej niepokojące, niż poprzedni punkt, bo w tym przypadku nie tylko bieżące wpływy, ale i posiadana nadwyżka po prostu ucieka przez palce. Póki coś jeszcze „na kupce” jest, przyzwyczajamy się do określonego standardu życia, nie inwestując w rzeczy duże i ważne. Co będzie, gdy się zasoby się wyczerpią?

4. Sięganie po bankowe kredyty celowe (ale inne niż hipoteczne). Najbardziej typowe: na samochód, na remont. Czasem to może być zasadne, ale trzeba pamiętać, że takie kredyty nie są już tak tanie. Tzn. za tak sfinansowany remont zapłacimy tak naprawdę sporo więcej niż wyniesie suma kosztów usług i materiałów, podobnie rzecz się ma z samochodem. Co gorsza, powoli może nam się zniekształcać percepcja w temacie „jakie rzeczy są na tyle pilne i ważne, by realizować je mimo braku pieniędzy = brać na nie kredyt”. Stąd już tylko krok do brania kredytu na telewizor.

5. Sięganie po kredyty gotówkowe (i nierozważne korzystanie z kart kredytowych, tj. przekraczanie okresu bez-odsetkowego). Tu już puszczają hamulce. Każdy powód jest dobry. Być może nawet wydajemy pieniądze na rzeczy dobre i wartościowe, ale co z tego jeśli są to rzeczy, na które obecnie nas nie stać? Doliczając odsetki zapłacimy za nie ostatecznie dużo więcej, a kolejne raty ograniczą nam kwotę jaką będziemy dysponować w następnych miesiącach.

6. „Klin na zapicie kaca”, czyli wypłata idzie na spłatę rat, a nowe pożyczki „na życie”. To już błędne koło. Zazwyczaj jednak dopiero gdzieś w tym momencie orientujemy się, że coś jest nie tak. Tu już nie ma ukrywania, że kolejna pożyczka nie idzie na żaden konkretny cel ponad bieżące życie i obsługę dotychczasowych długów.

7. Epizodyczne zaleganie ze spłacaniem zobowiązań. Domyślam się, że ten pierwszy raz, gdy (umyślnie, a nie przez roztargnienie) nie zapłacimy rachunków (czynsz, gaz) lub raty musi być trudną decyzją. To już faktycznie przejście na „złą stronę mocy”. Ale kolejne razy z pewnością są już mentalnie dużo łatwiejsze.

8. Permanentne zaleganie z płatnościami. To już chyba jest dno. Nawet nie zakładamy, że będziemy spłacać – ewentualnie spłacamy częściowo tam, gdzie windykatorzy są najbardziej namolni. Z tej sytuacji też da się wyjść, ale wymaga całkowitej zmiany sposobu myślenia i determinacji.

OK, trochę smutno i strasznie się zrobiło. No, ale sorry, taki mamy dziś temat;)

Wierzę że nikt z Was nie doszedł ani nie dojdzie do ostatnich punktów z listy. Zwróćcie jednak uwagę, że między dwoma kolejnymi punktami nie ma aż tak wielkiego przeskoku. Ba, nawet czasem trudno o ustawienie hierarchii, tj. ocenić który poziom tak naprawdę jest bardziej niebezpieczny (zależy to często od indywidualnej sytuacji). Tak, czy siak: nie kontrolując swoich zachowań konsumenckich możemy te bariery nieświadomie łamać. Niestety, otoczenie temu sprzyja (szeroka oferta kredytowa, „pożyczki bez BIKu” itp., do tego agresywny marketing poszczególnych produktów „jesteś wart, by to sobie kupić, „kup to swemu dziecku” itp.).

A my? Powinniśmy wiedzieć po jakich obszarach się poruszamy i jaka jest nasza tendencja. Musimy więc liczyć na swój rozsądek i wiedzieć, że im dalej wchodzimy w wydawanie nie zarobionych jeszcze pieniędzy, tym cieńszy jest lód po którym stąpamy. Im szybsza ewakuacja z niebezpiecznych  terenów, tym lepiej. A najlepiej w ogóle się tam nie zbliżać.


Tu zabieramy się za ogarnianie własnych finansów

A tu o zamiarach banku wobec Ciebie w temacie karty kredytowej – kapitalnego, ale niebezpiecznego narzędzia


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *