Kto mi powie, jak naprawdę dobrze ogarnąć własne finanse?

– Przede wszystkim zrobić plan! – natychmiast odpowiedział Albin.
– Guzik warte te wszystkie plany, bo nigdy nie przewidzisz co się wydarzy – ripostował Baltazar.
– Ja wszystkie wydatki zapisuje i wszystko wiem na co wydaję – wtrąciła ni z tego ni z owego Cecylia.
– I co, jesteś od tego bogatsza? – z lekką ironią podśmiechiwała się  Dagna.
– A może po prostu warto ustalić sobie fundamentalne zasady, które nie zmienią się ot tak, tylko dlatego, że coś poszło inaczej niż planowałeś? – Zagadnął z siedzący do tej pory cicho Ernest.
Wszyscy na moment zamilkli.
No – rzekła Cecylia wyciągając zeszycik – to jakie są te zasady?

– Chyba nie liczysz że podam Ci „finansowe 10 przykazań” – odparł spokojnie Ernest.
Cecylia wyraźnie była rozczarowana.
– Samolub – wypaliła Dagna.
– E, nie, to nie tak. Finansowa strona życia, nie jest przecież absolutnie najważniejsza. Więc owe zasady finansowe powinny być pochodną wartości w jakimi się kierujecie, waszych marzeń, waszych realnych możliwości i predyspozycji. Nie ma uniwersalnych „finansowych 10 przykazań”. Zasady muszą być jakoś zindywidualizowane – Ernest wyraźnie się rozkręcał.
– Dobra dobra! Widzę, że tu jakieś filozofie, a ja muszę mieć plan, konkret – niecierpliwił się Albin.

– Słuchajcie – zagadnął pojednawczo Ernest – właściwie, to wszyscy macie rację. Ma rację Albin, że plan jest przydatny. To trochę jak taka mapa, jeszcze z funkcją kalendarza. Ale rzeczywistość może okazać się inna, niż założona w najlepszym nawet planie – zgoda, tu punkt dla Baltazara. Dobrze jest, jak mówi Cecylia, monitorować swój budżet, żeby wiedzieć gdzie się jest i na bieżąco weryfikować dokąd się zmierza. I wreszcie prawdą jest, że od samego monitorowania, ani nawet od planowania się nie wzbogacimy. Celna uwaga, Dagno.
– A tak na prawdę – ciągnął dalej – skutki naszych działań zależą od tego jakie podejmujemy decyzje. Konkretne i rzeczywiste (a nie na papierze, czy w myślach). Większe i mniejsze, jednorazowe i powtarzalne, mające długo- czy krótko trwałe konsekwencje. To chyba ważne jak wygląda proces podejmowania tych decyzji? Czy w ogóle jest jakiś proces? Jak ktoś ma dar mądrości życiowej (również w zakresie finansów) i po prostu jest chodzącym czystym rozsądkiem, to da radę bez żadnej domowej księgowości i ogólnym planem zapisanym jedynie we własnej głowie. Ale dla większości planowanie i monitorowanie to elementy o bardzo istotnym znaczeniu.

Ernest widząc, że ma swoje pięć minut wyciągnął kartkę i wyrysował taki schemat:

Więc raz jeszcze, to decyzje, mądre bieżące decyzje, są tym co bezpośrednio determinuje czy realizujemy nasze priorytety. 

I tu jest zasadnicza sprawa: czym się kierować podejmując decyzje? Jeśli nie kierujemy się niczym szczególnym – to przeważnie po prostu realizujemy cele różnorakich sprzedawców. Oczywiście, wybieramy zwykle coś, co jest po części zbieżne z naszymi potrzebami, ale tak naprawdę jest spore ryzyko, że w gruncie rzeczy wchodzimy na drogę bezmyślnego konsumowania i trwania w miejscu. Skutek? Odkładanie na „wieczne nigdy” większych, ambitniejszych planów i  wpisywanie się w pesymistyczny ton „w tym kraju nie da się żyć na normalnym poziomie”.

– Dobra, dobra, Wytłumacz mi porządnie czym się różni plan finansowy od tych całych Twoich zasad? – spytał ironizując z lekka Albin.

– Przez plan rozumiem rozpiskę budżetu domowego, taką z liczbami, przewidywanymi dochodami i wydatkami np. w ujęciu miesięcznym lub rocznym. Możemy sobie wypisać w punktach różne rzeczy. A zasady mają pomóc w ogarnięciu bieżącej rzeczywistości, również to czego w planie nie przewidziano.
W każdym planie jest dużo niewiadomych, aspektów nie są do końca zależnych od nas. W dużej mierze plan budżetu to nie tylko plan postanowień, ale i pewna prognoza.  Przykładowo, przeznaczymy 3000 zł w skali roku na rodzinną  rezerwę zdrowotną (leki, dentysta, inne prywatne wizyty lekarskie). Trzeba o takiej rezerwie pamiętać, żeby nie było paniki przy byle plombie do wymiany. Ale, w korzystnym scenariuszu, możemy wydać mniej. Co robimy z nadwyżką? Plan zwykle już tego nie definiuje. Może też się zdarzyć konieczność poszerzenia tego budżetu. Skąd skubniemy? A to jest rodzaj kosztów, którego niemal na pewno nie zaplanujemy dokładnie. Albo wyposażenie domu – czasem uda się pokombinować i zrobić coś taniej niż zakładano i czy musi to oznaczać, że „na siłę” wydamy cały limit, bo „i tak miało pójść na meble do salonu”? Czy może lepiej nadwyżkę, którą udało się wypracować można przesunąć na inne ważne potrzeby lub powiększyć „fundusz rezerwowy” (bo może jednak na tego dentystę wyjdzie więcej)?


W gruncie rzeczy, sądzę że dla wielu problemem jest zachowanie rozsądku w sytuacji, gdy chwilowo coś idzie lepiej niż planie. Pojawia się dodatkowy pieniądz, który jednak szybko znika. I to nie na przyspieszenie realizacji  Twoich kluczowych potrzeb, a na realizację zysków inżynierii marketingowej, której przedstawiciel z jakimś zbytecznym dla Ciebie produktem akurat się napatoczył. Wszystko według schematu „łatwo przyszło – łatwo poszło”.

A potem biadolenie, gdy w jakimś innym momencie, czy innym aspekcie coś wyjdzie gorzej niż założono, choćby per saldo wciąż było „na plus”.

Zasady są choćby po to, by nabrać do planu dystansu i traktować go w pewnym sensie elastycznie w dobrym tego słowa znaczeniu. To znaczy traktować plan jako wyjściowy szkic, który można (i należy) jeszcze zoptymalizować.


Ernest, który już na dobre wcielił się w rolę trenera spontanicznych warsztatów z finansów osobistych wrócił do wątku indywidualizacji zasad:

– Zacznijmy od tego co jest na samej górze, od hierarchii. Zapytam tak: Czy warto wydać raz na miesiąc 100 czy nawet 200 zł by wyjechać z rodziną na niedzielną wycieczkę i zjeść razem obiad w restauracji?
– Tak! – odpowiedział bez namysłu Baltazar- bo dobrze spędzony czas z rodziną to ważna rzecz!
– Eee, nie – mówi Albin –  to ważne, ale ja bym raczej nadpłacił na szybszą spłatę kredytu hipotecznego.
– A ja … – z uśmiechem odparł  Ernest czując na sobie spojrzenie czterech  par wyczekujących werdyktu oczu – ja się do tego w żaden sposób nie odniosę. Hierarchię, czy balans między wydatkami każdy musi ustalić sam – według własnego systemu wartości.

A teraz pójdźmy dalej: Zdarza Ci się nieregularnie dostać premię. Tylko, gdy jednocześnie cała firma dobrze przędzie a Ty zrobisz coś naprawdę super i ponad normę.  I co wtedy robisz?
– Jak to jest za super wyniki w pracy bez wyrzutów sumienia przeznaczam to na hobby, na które normalnie mi brakuje – śmiało zaczęła Dagna.
– Ja odkładam na dom – mówi Cecylia – skoro potrafię z miesiąca na miesiąc żyć bez tej premii, więc jak jest jakaś ekstra kasa to natychmiast wrzucam na inny rachunek, gdzie zbieram na budowę domu. Działkę już mam! – dorzuciła z dumą na koniec.
– No i ja znów nie powiem, co jest lepsze, to i to może być dobrą zasadą – takiego komentarza Ernesta spodziewali się tym razem wszyscy.
– Albo podejście do zakupów w pełni planowane versus dopuszczenie jakiejś spontaniczności – Ernest sypał przykładami jak z rękawa – gdy napotkasz dobrą okazję zakupową (np. w ramach dość długiej listy rzeczy generalnie potrzebnych, ale niekoniecznie „na już”). Sądzę że Dagna, by kupiła, bo jest pewna siebie i jak uznaje, że okazja na serio jest dobra to z niej korzysta. A Albin nie kupi niczego, co na dany moment jest poza planem. I nie wiem kto zrobi lepiej. To zależy jakie kto ma predyspozycję do dobrych decyzji w „trybie spontanicznym”. Zasadę należy dobrać „pod siebie”.

– Ja bym kupił i pewnie potem bym żałował – dodał ponuro Baltazar, choć nikt go nie pytał.
– No i brawo, bracie! – Entuzjastyczna reakcja Ernesta zaskoczyła wszystkich – Być może właśnie jesteś na dobrej drodze do ustalenia sobie jednej z zasad: Skoro masz kłopot z nietrafionymi spontanicznymi zakupami, to pomyśl, czy sobie nie wprowadzić ograniczenia kwotowego na takie sytuacje. Np. do 50 czy 100 zł. Czyli w kwestii rzeczy droższych czekasz do następnego dnia. Jeśli nazajutrz, po przespaniu się z tym, sprawdzeniu salda w budżecie, porównaniu z innymi ofertami tego typu produktów w Internecie i przegadaniu tematu z żoną a także opcjonalnie kimś kto się trochę zna na przedmiocie twojego pożądania dalej chcesz to kupić – to, dopiero wtedy, kupuj śmiało!

Baltazarowi takie podejście w głowie się nie mieściło, ale nie protestował.

Wprowadzenie tej zasady też sobie przemyśl, żeby to nie był słomiany zapał – Ernest uspokajał gotującego się w sobie Baltazara.

– Ja mam na przykład taką zasadę, że wieczory spędzam z rodziną – kontynuował dopijając ostatnie łyki bezalkoholowego piwa – więc na mnie pora, żegnam was, jadę do domu. Zerkając na trzymane w ręku kluczyki od auta skomentował: wyjdzie mnie to drożej niż tramwaj, jestem tego świadom. Ale dla mnie akurat ten czas jest ważniejszy od paru złotych oszczędności na benzynie. To się mieści w moich zasadach.


Trzeba iść w kierunku świadomego działania. Tyle, że do kompleksowych zasad dla każdego z was nie dojdziemy tak od razu. Trzeba najpierw trochę przyjrzeć się samemu sobie.

Na sam początek, nim spotkamy się znowu – Ernest kontynuował niczym nauczyciel dyktujący zadanie domowe – zróbcie taki bilans otwarcia i na chłodno, bez wstydu i bez pychy, odpowiedzcie sobie na takie pytania:

1. Ile (bardzo z grubsza) wart jest Twój dobytek (np. gdybyś miał wszystko sprzedać w ciągu paru miesięcy z powodu wyjazdu na stałe do Australii)? Weź pod uwagę:

  • nieruchomości, lokaty, oszczędności emerytalne, inne oszczędności, pojazdy, inne wartościowe rzeczy
  • długi: kwoty, warunki (okres, oprocentowanie, zabezpieczenie).

2. Zastanów się (znów z grubsza), jak doszedłeś do takiego a nie innego majątku?

  • Czy nieruchomości (jeśli posiadasz) kupiłeś sam, czy dostałeś w spadku?
  • To samo pytanie dot. innych oszczędności i składników majątku.
  • A długi? Skąd się wzięły? Czym je uzasadnisz?

3. I na koniec, znów z grubsza, pomyśl sobie jak Ci idzie na bieżąco:

  • Ile, średnio biorąc, zarabiasz? Czy jesteś w stanie określić jak się mniej jaka część Twoich zarobków powiększa Twój trwały majątek? A może Twój majątek z roku na rok się kurczy? Dlaczego?
  • Od ilu lat jesteś już „na swoim własnym utrzymaniu”?  Ile planujesz jeszcze pracować i ile do tej pory uskładałeś na zabezpieczenie emerytalne? Ile uzbierasz w utrzymując dotychczasowe tempo? Za ile lat, nie dokonując większych zmian, odłożysz na spełnienie swojego marzenia, tego finansowo najcięższego?

Cecylio – zwrócił się do niej Ernest – jeśli będzie potrzeba, to pomóż reszcie, bo Ty to masz ogarnięte w małym palcu.

Cecylia wreszcie poczuła się doceniona. Wiedziała już też, że jak porządnie przejrzy sobie swoje bilanse budżetu domowego, to będzie jej łatwiej ze stworzeniem planu i ustalaniem swoich mądrych i skutecznych zasad.

Spotkajmy się za parę tygodni – rzucił jeszcze na pożegnanie w stronę przyjaciół stojący w drzwiach Ernest. – Omówimy sobie dokładnie finansowy „punkt wyjścia” i pomyślimy ustalaniu priorytetów wydatkowych. Potem, już innym razem, pogadamy o monitorowaniu budżetu i tworzeniu realistycznego planu. To trzeba będzie chwilę doszlifować. Indywidualny zbiór konkretnych zasad decyzyjnych na dobre będzie mógł wejść w życie dopiero wtedy. Mniej więcej na tym etapie trzeba się będzie przyjrzeć produktom finansowym, faktycznie dopasowanym do Was (bo niestety często jest tak, że mamy to, co nam wciśnięto, zamiast tego co nam potrzebne). Być może coś warto będzie zmienić, coś uprościć. Dobra, tyle na dziś, spadam.

W mordę jeża – w sekundę po zamknięciu się drzwi za Ernestem sapnął Baltazar – A mieliśmy sobie posiedzieć spokojnie przy piwku. Ale nie ma co, przyjdę tu znowu.


 

A Ty? Ty też tu zaglądniesz?

W międzyczasie, w ramach „nastrojenia głowy” na branie odpowiedzialności we własne ręce polecam wpis o tym, co dobrego może wyjść z naszego niezadowolenia

Do tego, wpis traktujący o tym jak jak pozornie prosta sprawa, czyli ocena „stać mnie, czy nie?”  podlega mocnemu zaburzaniu przez inżynierię marketingową, byś (przynajamniej w momencie zakupu) miał złudzenie, że Cię stać. I o przykrych tego konsekwencjach.

Pozdrawiam!

2 komentarze

  • Mateusz,
    jak wydasz książkę o finansach , to ją na pewno kupię! Genialne pióro!
    Na pewno będę u Ciebie częstym gościem :).

    • Mateusz Nikodem

      Dzięki;) Po takim komentarzu entuzjazm rośnie, ale jednocześnie rośnie też presja;) A książka, oczywiście dam znać, obiecuję – ale musisz uzbroić się w cierpliwość. Dzięki raz jeszcze, pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *