9 finansowych argumentów „za” dla samochodu w rodzinie

Wiecie co? Trochę irytują mnie spotykane tu i ówdzie opinie, jakąż to rozrzutnością jest użytkowanie samochodu. Ile to tysięcy można zaoszczędzić z samego faktu „niemania” auta. Czasem wręcz ciekawi mnie, cóż takiego z tą fortuną robią Ci, co na bazie „niemania” auta tworzą manifest swojego oszczędnego stylu życia. No to ja, w kontrze do tego nurtu, napiszę ile można zyskać mając samochód. Nie o żadnych tam „wygodniej autem niż tramwajem”, czy „wsiadam pod domem zamiast zasuwać w deszczu na przystanek”. Interesuje mnie czysty pieniądz 😉

pexels-photo-69020Żeby było jasne, zgadzam się z wieloma argumentami, że można bez auta żyć, albo że auto w wielu przypadkach jest bardzo kosztownym narzędziem.

Ale jest też druga strona medalu. I dzisiaj o niej właśnie.

Założenie: perspektywa jednego pojazdu w rodzinie z dziećmi. No i oczywiście szacunki oszczędnościowe dobrane bardzo, bardzo subiektywnie i spod grubego palca. Choć wg mnie – ostrożnie. Po prostu mój punkt widzenia. Ty możesz się z tym kompletnie nie zgadzać lub przypisywać zupełnie inne kwoty i nie ma się co spinać – śmiało pisz komentarze 😉

Ważne: w pierwszej kolejności liczę ile pieniędzy oszczędzam na taksówkach, biletach lub w inny sposób, potem od tego odejmę koszty paliwa i wszystkie inne koszty użytkowania auta wraz kosztami zakupu. Wszystko opisuję w skali roku.

Zaczniemy od drobiazgów:

1. 1200 zł: Zakupy zwykłe w markecie, gdzie po prostu jest znacznie taniej niż w „sklepiku za rogiem”.

2. 100 zł: Zakupy nietypowe (remontowe) – zamiast bagażówki.

3. 200 zł: Zakupy przez internet z odbiorem osobistym  – zamiast kuriera.

4. 300 zł: Wyjazdy w sytuacjach awaryjnych (np. lekarza z chorymi dziećmi) lub na imprezy kończące się późno –  zamiast taxi.

5. X zł??: Wyjazdy w delegację własnym autem (kilometrówka, generalnie korzystna) – ale tu nie podam żadnych kwot, bo to już mało uniwersalna pozycja. Wrzucam tu jeszcze (też bez kwot) opcję „zrzutki na paliwo”, gdy kogoś regularnie podwozisz po trasie, którą i tak byś jeździł.

Grubsze pozycje:

6. 1500 zł: Rodzinne wyjazdy wakacyjne na biwak (zamiast  wypożyczania auta)  – tu wyjątkowo nie liczę w ogóle paliwa, bo czy do swojego, czy pożyczonego musiałbym wlać tak samo.

7. 5000 zł: Weekendowe wyjazdy z rodziną (do rodziny do innych miast, inne wypady poza miasto) – zamiast biletów.

Dużo? Zakładam tu, że wyjazdów było tyle samo ile jest w przypadku dysponowania autem i zawierałyby podobny „program”. Liczę 20 wyjazdów rocznie. Pamiętajmy, że to zwykle suma MPK w moim mieście + PKP/PKS +MPK w docelowym mieście plus  jeszcze jakieś dodatkowe „lokalne” przejazdy. W dwie strony i razy liczba członków rodziny – 250 zł za wyjazd robi się spokojniutko;)

8. 7200 zł: Czas to pieniądz (może nie zawsze, ale często tak) – może pozwolić np. na większą aktywność zawodową lub dać możliwość zrobienia czegoś pożytecznego, co mniej lub bardziej pośrednio przekłada się na jakieś pieniądze. Liczę 240 [dni] x 1 [oszczędzona godzina na dojazdach do pracy] x 30 [zł/godz.] = 7200 zł.

Wiele osób może mieć tu zupełnie co innego – szczególnie Ci, którzy szybciej do pracy dojadą tramwajem. Albo ci, co zaoszczędzoną godzinę spędzą gapiąc się w telewizor. No, ale już wspomniałem: tu jest bardzo subiektywny punkt widzenia;)

9. Y zł??: bilet miesięczny – na dojazdy do pracy. Ostatecznie nie podaję kwot, bo gdyby nie auto, to być może jeździłbym rowerem;) Potencjalnie mówimy tu jednak o jakimś 1000 zł rocznie.

 

Razem wychodzi mi 15500 zł.

I teraz zastanówmy się, czy ta kwota wystarcza na pokrycie wszystkich poniższych wydatków:

Paliwo. Oczywiście zależy czym kto jeździ, przy benzynie która jest najdroższą opcją wychodzi zwykle w granicach 33-35 zł /100 km przy znacznym udziale jazdy miejskiej; rocznie może to być więc jakieś 4000 zł przy 1000 km miesięcznie.

Opłaty (ubezpieczenie, przegląd). AC zależy rzecz jasna od wartości auta.

Serwis i naprawy.  Niby starsze auto to potencjalnie więcej awarii, ale za to często są one dużo tańsze do wykonania, szczególnie gdy jeździ się pojazdem pospolitym 😉

Utrata wartości auta. Mówi się o 10% rocznie, przy czym na samym początku może być więcej (nawet przy zakupie auta używanego). Oczywiście są marki, które lepiej „trzymają cenę” – przynajmniej procentowo, bo kwotowo to już niekoniecznie 😉

Koszty finansowania zakupu. Jeśli ktoś kupuje na kredyt (lub coś w tym stylu, bo teraz jest wiele różnych form), to należy doliczyć jeszcze odsetkową część rat.

 

Co mi wyszło? To, że ja się mieszczę, na luzie 😉 Mógłbym pomanipulować  w dół poszczególnymi kwotami, a i tak wyszłoby na plus.

Jeśli auto nie jest zbyt drogie, to i spadek jego wartości, kwotowo, nie jest zbyt wielki. To chyba klucz. Drugi jest taki, że nie w ogóle najlepiej nie mieć ostatniego punktu z listy – po prostu kupić pojazd za gotówkę, taki na miarę swoich realnych możliwości, ot – cała filozofia. Pozdrawiam!

 

A jak jest u Ciebie?

 

 

 

 

 

 

 

7 komentarze

  • Co do jednego samochodu w rodzinie, to jestem za ale niektóre rodziny posiadające dwa samochody w rodzinie powinny przemyśleć tą opcję – czy faktycznie ten drugi samochód będzie nam niezbędny? Piszę to akurat na swoim doświadczeniu ponieważ przez 3 lata posiadaliśmy dwa auta a tak na prawdę ten drugi więcej stał w garażu niż jeździł. A koszta posiadania tego drugiego samochodu są jednak spore i to nawet jeśli z niego nie korzystamy, że wspomnę choćby o samym przeglądzie który trzeba wykonać co roku i obowiązkowym ubezpieczeniu OC.

  • Samochód zawsze był w naszej rodzinie, bo dojazdy do pracy, bo brak czasu a dzieci trzeba do lekarza, na zajęcia dodatkowe, ja na zakupy cotygodniowe, bo z samochodem łatwiej i szybciej.
    Myślę jednak, że to czy ktoś potrzebuje samochodu powinien przemyśleć i przeanalizować sam, bo tylko ten ktoś wie ile ma w portfelu i na co woli wydać pieniądze. Może ten ktoś mieszka w niewielkiej miejscowości i wszędzie może dotrzeć pieszo albo na rowerze, a wakacje spędza u siebie na działce, dla tekiej osoby, samochód to raczej zbędny wydatek. 🙂

    • Mateusz Nikodem

      Zgoda – każda decyzja po prostu powinna być spokojnie przemyślana i podjęta w oparciu o faktyczne indywidualne potrzeby, a nie „trend społeczny”;) Natomiast wspominasz o małych miejscowościach… wg mnie to raczej właśnie na wsiach jest zwykle trudniej bez auta niż w mieście, bo gorzej tam z komunikacją publiczną. I druga sprawa – na wsiach odległości często są większe, a jednocześnie nie ma korków – czyli realnie można zyskiwać więcej czasu na korzystaniu z samochodu niż w mieście. Pozdrawiam

  • Anna

    Mogę zdradzić, co robię z tą fortuną 🙂 Odkładam na wkład własny na mieszkanie, odkładam na fundusz awaryjny i na emeryturę. Poza tym odkładamy na przyszłość dla dzieciaków. Generalnie mamy taką sytuację finansową, że na zbytki nie ma, a wyliczenia jasno pokazały, że samochód generuje koszty, a nie oszczędności.
    Policzmy tak:
    cena auta 35 tysięcy wyjęte z portfela.
    paliwo 700 miesięcznie (plany żeby używać ale mało jakoś nie wychodzą)
    ubezpieczenie: 1500
    serwis: 1500
    Inne: 1500
    Wychodzi rocznie lekko licząc 13 tysięcy, poza samym kosztem zakupu.
    Do tego i tak każdy ma kartę miejską, bo nie zawsze się samochodem jedzie, wiec tu oszczędności nie ma.
    Załóżmy, że wydajemy 100 zł miesięcznie na taxi (średnio) na sytuacje awaryjne: 1200.
    Bilety na wyjazdy wakacyjne: policzmy nawet 2000.
    Wychodzi na to, że zostaje nam około 10 tysięcy oszczędności rocznie. Nie licząc samego zakupu auta. A robię bardzo ostrożne szacunki. W oszczędności na zakupach nie wierzę, bo są sklepy internetowe i nikt nie mówi, ze nie mając samochodu musisz się zaopatrywać w lokalnych drogich delikatesach. Duże zakupy można w supermarkecie zamówić. Oszczędność czasu też marna, bo są korki, poza tym jak jadę 20 km z pracy do domu na rowerze to nie jest strata czasu tylko działanie na rzecz własnej kondycji, ruch się przydaje.
    Oczywiście sytuacje są różne, ale w przypadku naszej czteroosobowej rodziny wyszło, że auto się kompletnie nie opłaca. I nie odczuwamy jego braku po pozbyciu się. Za to odczuwamy, że jest więcej pieniędzy.

    • Mateusz Nikodem

      Anno, dzięki za komentarz! Gratuluję i to podwójnie. Po pierwsze: trafnej decyzji – policzyliście, że samochód Wam się nie kalkuluje, zdecydowaliście się z niego zrezygnować i teraz odczuwacie, że bez jest lepiej. A po drugie: zdecydowanie godne pochwały zagospodarowanie pieniędzy, których nie wydajecie na auto – to faktyczne oszczędności. Żadne tam „oszczędzam cztery stówy na fajkach, bo tyle szwagier przepala, a ja nie”, tylko że żadnej skarbonki z 400 zł miesięcznie ani widu ani słychu;) A o takich głosach, nieco zaczepnie, wspomniałem w swoim wpisie. Różni ludzie mają różne sytuacje (geograficzne, zawodowe, rodzinne, inne uwarunkowania), czy też mogą mieć inne preferowane formy aktywności. Więc siłą rzeczy każdemu kalkulacje wyjdą inaczej. Mnie z autem wychodzi na plus, Tobie wyszło na minus, więc zrezygnowałaś i każdy jest zadowolony;) Główna różnica to pewnie ten czas: ja faktycznie oszczędzam sporo, pewnie w Krakowie korki jednak mniejsze niż w Warszawie (na mojej typowej trasie o mojej typowej porze praktycznie nie ma wcale). Odniosę się tylko jeszcze do jednego kosztu: 35 000 zł za auto to nie jest bardzo dużo, ale jest wciąż spora przestrzeń na relatywnie niezłe pojazdy dla posiadaczy chudszych portfeli. Da się;)

      A co do wykorzystania auta do zakupów: piszesz o wkładzie własnym na mieszkanie, więc pewnie niebawem będziesz kupować (remont? przeprowadzka? urządzanie?) Ja nie tak dawno miałem taki etap w życiu i wtedy właśnie auto przydawało się najbardziej. I kurier z płytkami czy innym cięższym materiałem sprzętem to nie kosztuje już 15 zł, tylko np. 100. I wciąż mam w pamięci przewożenie własnym autem wanny;)
      Natomiast jeśli chodzi o te bieżące: masz jakieś godne polecenia sklepy internetowe (spożywcze / chemia)? Ja powoli przekonuję się do kupowania chemii w internecie, przy czym często jest tak, że płacąc za kuriera już łącznie biorąc niekoniecznie jest taniej, a chcąc mieć kuriera za darmo muszę kupić de facto więcej niż potrzebuję. Także naprawdę byłbym wdzięczny za jakiś dobry namiar;)

      Serdecznie pozdrawiam i życzę dalszych dobrych decyzji!

      • Anna

        Wiesz, ja się na samochodach nie znam, wzięłam te 35 tysięcy jako jakąś uśrednioną kwotę pomiędzy „droższe auto” a „trafiła się fajna okazja”. Oczywiście wiem, że da się taniej, ale pytanie, jak wtedy wychodzi eksploatacja. Tak czy inaczej wiadomo, że konkretne kalkulacje to dla konkretnej sytuacji, tutaj dałam pewną przykładową średnią, wiadomo że paliwa też się różnie zużywa.
        Co do mieszkania to wstępnie planujemy kupić takie, które nie będzie wymagało remontu, ale jeśli trafi się super okazja to kto wie… 😉 Tak czy inaczej wielu rzeczy i tak nie przewiezie się samochodem, bo np. panele nie wchodzą we osobówkę. Poza tym nawet jak mielibyśmy 10 razy zapłacić za kuriera 100 zł to wciąż są koszty niewielkie w porównaniu do posiadania auta. To trochę tak, jak kupować browar, bo planuje się kilka razy grilla zorganizować w wakacje 😉 Na przewiezienie drobniejszych rzeczy typu farby można spokojnie od kogoś samochód pożyczyć. A przeprowadzka i tak wymaga wynajęcia ekipy z samochodem, bo przecież inaczej się mebli nie przewiezie. Zresztą już dwa mieszkania remontowałam bez samochodu i nie było problemu.

        Co do zakupów. My korzystamy akurat z Tesco. Owszem, najtańsza dostawa kosztuje tam 9 zł, natomiast nie jest to wygórowana kwota za brak konieczności chodzenia między półkami, stania do kasy i targania toreb. Zamówienia robimy duże. Przy czym zakładamy, że „więcej niż potrzebuję” dotyczy produktów o ograniczonej przydatności, psujących się. Mniej więcej kojarzymy ceny, więc jak jest realna promocja to bierzemy więcej. Wiadomo, że pasta do zębów i tak jest konieczna, więc nawet jak weźmiemy 10 opakowań to się nie zmarnuje. To samo dotyczy np. mydła, czy płynów do czyszczenia. Za jednym podejściem kupujemy też zapasy kasz, ryżu, makaronów itp.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *