O kredytach

Tu znajdziesz wpisy o kredytach. Dobrych i złych. O tym jak policzyć ile faktycznie możemy zapłacić za rzeczy kupowane na kredyt. O zagrożeniach związanych z kredytem ale i o jasnych jego stronach (bo czasem też takie istnieją). I najważniejsze: o tym, jak nie pozwolić, by kredyty dominowały nad naszym życiem.

Zapraszam do czytania i komentowania wpisów.

Gdy się pali i wali – co wtedy robić?

Nie ma wyjścia – niezbędna dodatkowa gotówka.

Nie ma teraz czasu na rozliczanie, czemu nie było finansowego bufora bezpieczeństwa, albo czemu nie wystarczył. Nie ma też co roztrząsać „a może się trzeba było od tego ubezpieczyć?”. Przemyślenia na potem, a teraz trzeba działać. Jest pilna i na  prawdę ważna potrzeba, a kasy nie ma. Nie wystarczy przyoszczędzić na „kawie na mieście”. Potrzebna, w miarę pilnie, większa kwota. Powiedzmy parę tysięcy.  I chodź nie jestem zwolennikiem zadłużania się, to wyobrażam sobie sytuacje, w których nie ma innego wyjścia. Tylko jak to zrobić, żeby wyjść z tego cało?

Karta kredytowa – jaki zysk ma z tego bank?

Z reklam kart kredytowych wynika, że to dla Ciebie czysty zysk. Bezpłatny kredyt na okres kilku tygodni, wygodne płatności, profesjonalna obsługa, możliwość dostępu do pieniędzy w sytuacjach awaryjnych, prestiż (choć dziś z pewnością już nie tak istotny jak 15 lat temu). Wszystko nie tylko za zero złotych, ale wręcz do tego jeszcze realna gotówka lub wartościowy gadżet na zachętę.

Plusy i minusy karty kredytowej z perspektywy „statystycznego Kowalskiego” to temat wywołujący sporo emocji i mający wiele wątków – stąd podejmę go w oddzielnym wpisie. Pytanie na dziś: Co, u licha, ma z tego bank? Oczywista odpowiedź: pieniądze, bo cóż innego? Statystycznie rzecz biorąc banki na tym zarabiają. To znaczy: zarabiają (i to sporo) na mniej rozgarniętych klientach, ale … można być też klientem bardziej rozgarniętym. Jak? Musisz znać strategię banku, by dopasować do niej swoją. To też dziś poruszam. Ale po kolei.

Ja i jakieś zaległości w płatnościach? No jeszcze czego!

Typowa historia alkoholika. Zwykle picie zaczęło się od jakiegoś niewinnego piwka „od święta”. Potem zaczęły się epizody wypicia czegoś małego „bez okazji”, stopniowo zwiększała się też moc i wolumen. Łamanie kolejnych barier następowało często niepostrzeżenie i miało trwały skutek. To znaczy: „jak przeholował po raz pierwszy – łatwiej przeholował i kolejny raz”. Zasadniczy kłopot wiązał się z brakiem zauważenia postępującego uzależnienia. „Ja i problem z alkoholem? No jeszcze czego!”.

Po co o tym piszę? Alkoholizm to typowy przykład, do którego znajdziemy wiele analogii. Również w zarządzaniu swoimi pieniędzmi. To nie jest tak, że mając poukładane finanse nagle wpadniemy w wyniszczającą spiralę zadłużenia (pomijam tu losowe przypadki wybitnie niefortunnych splotów zdarzeń). Zazwyczaj jest kilka progów, które przechodzimy zanim zaprzyjaźnimy się ze wszelkiego rodzaju pożyczkami gotówkowymi, a najczęstszym głosem w słuchawce telefonu jest windykator/komornik.

Sprzedażowe manipulacje, a Twój optymizm

Czy nie jest zdumiewające, że dzieciaki częstokroć potrafią jakoś uzbierać z kieszonkowego na wymarzoną zabawkę, a nastolatkowie na wakacyjny wyjazd, czy bilet na koncert ulubionego zespołu? To z ich perspektywy duży wydatek, więc po drodze ograniczają inne, te drobniejsze i mniej istotne. A może dziwić powinien fakt, że dla wielu dorosłych uzbieranie kwoty potrzebnej na jakąś większą rzecz, wykraczającą ponad „bieżące życie” jest problemem nie do przeskoczenia (i to wcale nie z powodu dramatycznie niskich dochodów)? Dlaczego brakuje nam konsekwencji? A może do tego ktoś nam przeszkadza?

Kredyt hipoteczny. Kto tu będzie panem?

W nawiązaniu do poprzedniego wpisu o kredytach hipotecznych w złotych, którym być może zasiałem trochę niepokoju u niektórych „Złotówkowiczów”, chciałem teraz przedstawić pewną receptę, która (jeśli będzie należycie stosowana), zapewni spokój i kontrolę nad kredytem hipotecznym w złotówkach, nawet na trudne czasy. Pamiętać trzeba, że materia jest trudna, trochę jak oswojenie, czy „udobruchanie” lwa. Lew jest duży, silny i nie do końca wiemy jak się zachowa. A kredyt? Też jest duży – nierzadko to suma naszych kilkuletnich dochodów, zaś oprocentowanie zaś jest zmienne i ustalane poza naszą wolą – nie wiemy jak się zachowa.

„Złotówkowiczu”, Ty też się strzeż!

Od momentu, gdy frank szwajcarski podrożał do poziomu bliskiego 4 złotych rozgorzała się zawzięta dyskusja dotycząca losu licznej rzeszy osób mających wysokie kredyty hipoteczne w tej walucie. Na ten moment odsuwam na bok temat tworzenia przez polityków rozwiązań w celu pomocy tym osobom w spłacie długów. Martwi mnie co innego. W całym zamieszaniu z „Frankowiczami” pojawiają się  głosy „Złotówkowiczów”, którzy z „Frankowiczów” szydzą bardziej lub mniej okrutnie w tonie:

„Ha ha ha! Trzeba się było, cwaniaki, liczyć z takim ryzykiem! Widziały gały co brały! Bo oto ja wziąłem kredyt w złotówkach, płaciłem faktycznie jakiś czas wyższą ratę, ale teraz wyszło na moje!”.

WIBORus Odsetkus – czyli skąd się bierze % kredytu?

Na początku każdego miesiąca do powszechnych programów informacyjnych w mediach zawsze przebija się informacja zaczynająca się słów „Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję w sprawie stóp procentowych (…)” i puentowana zazwyczaj czymś w stylu „Dla kredytobiorców oznacza to że (…)”. Czyli mamy sytuację, gdy czyjeś decyzje mogą mieć bezpośredni wpływ na nasz domowy budżet. Sądzę, że warto, by rozumieć ten mechanizm.

Celem tego wpisu jest więc:

– wyjaśnienie o co tu z grubsza chodzi,

– przedstawienie konsekwencji takich czy innych decyzji Rady tak na gospodarkę jak i na Twoje finanse domowe – szczególnie, gdy masz kredyt hipoteczny.